Przebiśnieg albo przedwiośnie

2015-04-08 19:20

I sense an anxious, grim sense of directedness behind everything. We worked like robots, going about our rich, refined, ruthless, […], robot work. There was something we had to save, something we had to prove, every day, in everything we did. We had to prove we were of a certain class. The middle class. The guardians. We were doing an important job. We had to embody the notions of rank and manners. We were to suppress the revolt of the instincts, of the plebeians; we were not to run scared, not to succumb to the desire for individual happiness.* (Wycięłam to słowo, ponieważ tego akurat jest pełne, choć jest to też chyba kwestia pryzmatu).

Obie te straty, kiedy zapomniałam się w zaufaniu, były jak wyryczenie większości wody, z której się człowiek składa, jak nieodwracalne wywrzeszczenie całości głosu pod wodą, jak natychmiastowa likwidacja uzasadnienia bytu i jego kontekstu, wyburzenie fundamentów bezpieczeństwa i praw niezbywalnych, bezduszna amputacja duchowej wątroby. Obie te straty były szokująco błyskawiczne i podobne do 7.23-7.30 na tym filmie, choć jednocześnie codziennie trwają wieczność. Za pierwszym razem nie wierzyłam, że to się może powtórzyć; za drugim nie wierzyłam, że to się nie powtórzy, wszystkie kolejne straty były już więc oczekiwane. Potem po prostu samej zostało się czymś straconym, gruntownie obumarłym, dotkniętym przymrozkiem, czymś skazanym. […] piaga per allentar d'arco non sana**.

[…] who springs to attention each time the door opens, who has grown pale, is avoiding people, cuts himself off from the world, is sick unto death with some disease of the emotions, who is eaten away with simply waiting? […] in this sleepy, feverish, magical state, the state experienced by those who wait or are absent from those they love, there is something of the self-induced trance; even their eyes are like the eyes of sick people when they wake from sleep, exhausted, far away, their eyelids slow to rise. People like that see nothing of the world, they just see a face […]; nor do they hear anything, just the […] name. But one day they wake. Take me, for example. They look around and rub their eyes. […]. They see a church spire, a copse of trees, a picture, a book, other people’s faces: they see the infinite variety of the world. It is an extraordinary feeling. What was unbearably painful and raw to the touch one day no longer hurts. You sit on a bench and feel calm. You think thoughts like “Chicken stew” or “Die Meistersinger von Nürnberg.” Or “I should buy a new bulb for the table lamp.”*

 

______________________

* Sándor Márai, Portraits of a Marriage.

** Wł. Rana nie zdrowieje od poluźnienia cięciwy łuku. Petrarki Erano i capei d'oro a l'aura sparsi (jej złote włosy były rozrzucone na wietrze).

Wyszukiwanie

Kontakty