Umiarkowana antyklerykałka

2010-05-28 09:17

Zakładam, że powszechna zawiść w stosunku do kleru urasta na podstawie, oburzających skądinąd rzeczywiście, zachowań jednostek. Ale skąd się w ludziach bierze tak silna potrzeba wymierzania sprawiedliwości? Czy my się aż tak lubimy zniżać do poziomu tych, których nie poważamy? Przecież to jasne, że w każdej grupie, nawet niewielkiej, są święci i są świnie, jak mi to ktoś kiedyś zgrabnie powiedział. Tak się składa, że wśród "chłopców" z koloratką spotkałam jednych i drugich. Prawdę mówiąc, zadałam sobie sporo trudu, żeby to środowisko lepiej poznać, i wiem na pewno, że jest tam wielu znakomitych ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z rozmaitymi obrzydliwościami. Niestety o tych się w mediach nie mówi, bo jest pewnie nie dość opłacalne. Wbrew pozorom ci ludzie są (co najmniej niektórym) bardzo potrzebni, a mimo to szykanuje się ich chętnie, lekkomyślnie wrzucając do jednego worka z tymi, którzy powinni się zapaść ze wstydu pod ziemię (co nie jest, niestety, wśród ludzi praktykowane)...

Znalezienie w moim mieście pobliskiego kościoła, w którym nie trzeba by było słuchać niedorzeczności, bywało niekiedy trudne. Dla chcącego jednak nic trudnego i wolałam nawet dość daleko jeździć, żeby się rozwijać, a nie tracić czas i nerwy. Swoją drogą pożaliłam się niegdyś w konfesjonale, że nie mogę absolutnie wytrzymać w pewnym kościele, do którego chodziłam, bo moja wiara tam umiera podczas tych beznadziejnych kazań, i zwrócono mi uwagę na sedno sprawy, które, muszę przyznać, straciłam na dłuższą chwilę z oczu w tym wszystkim. Tak mianowicie przywykłam do pięknej oprawy liturgicznej i naprawdę dobrych kazań, że zgubiłam gdzieś sens moich wizyt, zapomniałam, kogo odwiedzam i po co. Ale w jednej chwili oprzytomniałam na słowa tego księdza za kratką i jakoś tak przejrzałam, bo przestały mnie odtąd drażnić żałosne kazania, które więcej robiły szkody niż pożytku, ciasne i nieładne świątynie – potęga Gospodarza przestała być w nich nagle skarłowaciała, ale pozostawała równie uderzająca jak w największych na świecie. Zanim jednak do tej postawy dojrzałam, bywało ważne, żeby kapłańska przemowa była przemyślana i składna, żeby ten kościół jakoś wyglądał etc. Skoro ich więc na pewnym etapie potrzebowałam, szukałam odpowiednich miejsc i mówców i nie mogę za bardzo zrozumieć, dlaczego niektórym się nie chce znajdować danych, ale chce się jednocześnie toczyć pianę z ust bez nich, na żadnej niemal, rozdmuchanej medialnie podstawie. Faktycznie, jeżeli nigdy się nie poznało (ale nie dlatego, że nie ma) wartościowego kapłana, wyobrażam sobie, że łatwo przychodzi opluwanie ich wszystkich, bo ktoś kogoś gdzieś tam seksualnie molestował czy inaczej wykorzystał, ale to chyba nie jest odpowiednie podejście. Wypadałoby najpierw zdobyć osobiście i mieć jakieś amatorskie bodaj rozeznanie, zanim się zacznie wymyślać wszystkim. No i na ostatek warto by mieć może na uwadze, że gdzie są ludzie, tam są nieprawidłowości. Czyżby w rodzinach nie dochodziło do podobnych historii? W szkołach? W różnych ugrupowaniach młodzieżowych o niereligijnym charakterze? I winni zmieniają miejsce pracy i gdzie indziej czasem robią dalej to samo, ale czasem nie.

Kiedy wyjeżdżałam do Anglii, spodziewałam się absurdalnego kościoła jednego na 100 km z wybitymi szybami, gdzie będzie stał za ołtarzem jakiś przestraszony i zaszczuty ksiądz, a w ławkach ja, dwóch dziadków i pięć staruszek. Tymczasem sposób odprawiania mszy jest tu wspaniały, a kapłani, których tu spotkałam, zasługują w pełni na swe miano i szacunek. I byłam przez jakiś czas zachwycona, a potem się dowiedziałam, że od września wszyscy odchodzą. Więc zapytałam, co się tu dzieje (myślałam, że może źle zrozumiałam), dlaczego wszyscy odchodzą, dlaczego ma zostać wynajęty ich dom etc., skoro prowadzą tę parafię od 1932 roku i są tak świetni i poważani przez tutejszą wspólnotę. Odejdą, bo najmłodszy z ich zgromadzenia (Missionary Oblates Of Mary Immaculate, czyli OMI) ma 30-40 lat, a nowych powołań od dawna nie ma. Krzywdząca dla wielu opinia doprowadza do tego, że razem z chwastem wyrwane zostaje i zboże... Nastanie więc głód.

 

Wyszukiwanie

Kontakty