Płomienia-zagłady bezmowność

2014-09-27 01:00

Gennadij Ajgi. Gennadij Ajgi… Czyżby poetycki GPS w mojej Atlantydzie? I pomyśleć, że gdybym nie zaczęła (chyba jednak od tego wersu Emily Dickinson z 341*) moich śnieżnych czytanek, pewnie bym się nigdy nie dowiedziała o tych idealnych narracjach! Nie czytalibyśmy teraz Pola i Anny (poniżej) by Gennadij Ajgi, bardziej boski od samego Augusta (sic!). Polecam kilka razy więcej niż raz…

 

w ostatnim

(jakże on długo dłuży się)

jaskrawym – dla wzroku nielicznych – ogniu-jak-w-krwi-

                                                                   -pokiereszowanym

(wizerunkiem riazańskiej krainy)

ostatni

pali się

(ja co rusz to widzę

żelazo roboty

i plecy

jak gdyby na stosie

okrążanym

krzykami

rzekłbyś i język nie ten)

płomienieje

ostatni

dawno-człowiek

(i już

wzroku mego

nie oślepić):

co i komu – owo centrum-los? – ma świecidło nieco mniej

blasku niźli w szyi w policzkach cierpień wypalonych – na

mglistość dłuższe od wszelkiego ognia! A riazańskie

dawne

pole? A umarło

pole

i gdzież teraz

Anna niezapomniana

Aleksego-najjaśniejsza-córa

gdzież – wszystkie twe pasje-milczenia? – a możliwe wiadomy

niesłoneczny blask – biel co nad zaspy rosyjskie bielsza

wciąż jeszcze tli się zwęglając

od niepotrzebnych w tym polu nikomu

szeptów twych dawnych?... – my taką krasą

nie odkrywaliśmy się! – zadziwienia były – tylko płomienia-

                                                                           -zagłady

bezmowność – kołem-jak-polem

palącego się strachu!... – i martwość

dojrzała – ognia!.. – i zamknęła się w jedności zapomnień

                                                             olbrzymiość:

bez przejawu-wiatru – puste

Pole – pól

 

Nie. Nie poszłam po tylu latach po tabliczkę gorzkiej czekolady do wulkanizatora… (Co za pomysł?!).

Poza tym miałam fantastyczny tydzień, w którym spotkało mnie w dodatku tyle dobra, że nie mam go jak wchłonąć… Trzeba ten gigantyczny naddatek szybko oddać, przekazać dalej-odbić, żeby się nie zmarnowało… Komu, komu, bo idę do… No właśnie – dokąd? W każdym razie, jak zawsze, się spieszę.

 

 

__________________________

* As freezing persons recollect the snow -
First chill, then stupor, then the letting go.

Wyszukiwanie

Kontakty