Obraza majestatu

2013-11-03 15:22

Obrażać uczucia religijne. Chyba za łatwo się obrażają. Chciałabym dożyć dnia, kiedy większość będzie chciała dyskutować i rozwiązywać problemy, zamiast się odwracać na pięcie; kiedy większość będzie trudno obrazić, ponieważ będzie ona wolała żyć w przyjaźni i poszanowaniu. Światu brak empatii, pomyślunku przed własną wypowiedzią, analizy wypowiedzi cudzej, przyjmowania alternatywnych punktów widzenia, myślenia out of the box…  Stąd uwielbiam wszystkich poszukiwaczy wartości po swojemu, którzy nie boją się ceny błędów, jakie po drodze popełnią; którzy kwestionują wszystko, zadają niewygodne pytania i podążając za swym sercem, narażają się na pośmiewisko czy brutalny sprzeciw – oto są odkrywcy, którzy sami wzrastają i bezlitośnie stymulują wzrost innych. A dobry pasterz? Dobry pasterz wie najwyraźniej, co dobre i co cenne, bo zostawia ślepo podążające za nim stado, które przecież ani drgnie pod jego nieobecność, i idzie szukać perły podróżującej z Warszawy do Łodzi przez Gdańsk. Ta jest najbogatsza. Ta będzie barwna i wiarygodna w swych przesłaniach. Ta najgłębiej doświadczy wielkości, ponieważ pozna upadek. Ta będzie zatem najżarliwiej kochała, gdyż jej miłość nie będzie łatwa i niepróbowana; stanie się dowodem i przykładem i właśnie dlatego na cokolwiek się nada – i pasterzowi, i reszcie… Trzymałabym zatem nienawistny język za zębami, kiedy przychodzi do obserwacji dzieła, o którym autor mówi tak:

 

Gdy wszedłem do kościoła w Warszawie i zobaczyłem ludzi modlących się do wyrzeźbionego niby-boga, przeżyłem szok. Do pracy, w której pieszczę Chrystusa motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. I mimo wszystko jest to praca religijna - o uwielbieniu Boga. Liżąc wielki średniowieczny krucyfiks, dotykając go nagim ciałem, obrażając go, gdy leży pode mną, modlę się do Prawdziwego Boga.
 

(Niektórzy przynajmniej) ludzie w kościele nie modlą się do wyrzeźbionego niby-boga, co autor pracy powinien był może zauważyć. Niemniej jednak tamci także powinni zauważyć, że kościół jest instytucją biegłą przede wszystkim w praniu mózgów. Dlatego jestem o krok od wdzięczności owemu artyście, który śmiał ocierać się genitaliami o krucyfiks. Nawet jeśli błądzi, jest szczery i odważny w poszukiwaniu prawdziwego Boga. Oczywiście „prawi” chrześcijanie pospieszyli złożyć na niego donos i założyć mu sprawę w sądzie o obrazę uczuć religijnych (zamiast pamiętać, że twierdzą, iż Bóg jada z grzesznikami i jest z nimi w ogóle w każdej nędzy). Dziwna jest w ludziach ta skłonność do brzydzenia się tym, czym sam Bóg się nie brzydzi… A kim są, żeby określać, jak wolno szukać Boga? Czyż Bóg nie ma być wszędzie? Czy na pewno tylko w jeden sposób można dostąpić Jego łaski? Podobno przecież znajdzie każdy, kto szuka – nie każdy, kto szuka tak, jak każe kościół – najlepiej w strachu przed demonami i na klęczkach. Ponadto w Polsce mieszkają też niewierzący lub wyznawcy innych religii niż chrześcijaństwo, którzy także chcą mieć święty spokój – czy nie można by tak zatem dostrzec, iż chrześcijaństwo wyraźnie jest jedną z opcji i przestać z niej tak usilnie czynić jedyną słuszną?

W ostatnich dniach obserwowałam (trudną do przeoczenia) nagonkę na Halloween, rozmawiałam z przeciwnikami, czytałam wypowiedzi i komentarze, a z wnioskami ogólnie mi dwojako: (1) ciężko z obserwacjami, (2) lekko, że mnie to nie dotyczy, bo jestem na tyle zdrowa na umyśle, by nie banować wycinania lampionów z dyni tylko dlatego, że data pokrywa się z jakimś pogańskim świętem (zważmy, że miliardy ludzi na co dzień bez szkody dla swej duszy używają nazw dni tygodnia urobionych przecież w wielu językach od nazw pogańskich bóstw!). Intencje są ważne – jeśli chce się mieć do czynienia ze złem, faktycznie z tym się obcuje, jeśli z dobrem, to z dobrem.

 

Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy,
i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili.
Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia,
niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś,
bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.
Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał?
Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał?
Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!

Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie.
Dlatego nieznacznie karzesz upadających
i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą,
by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

 

[Mdr 11:23-12:2]

Wyszukiwanie

Kontakty