Nie tędy droga

2010-08-05 10:50

Na temat zawstydzających (wierzących i Polaków) wydarzeń, które miały miejsce pod pałacem namiestnikowskim w Warszawie, mam do powiedzenia tyle, że – jak zwykle – nie tego krzyża się broni, którego się bronić powinno. Zwłaszcza w tym kraju przykro to obserwować. Kiedy to się nareszcie skończy i ludzie znormalnieją? Z homoseksualizmu zrobił się modny zawód prawie (btw. Liverator zaczął mnie podejrzewać, bo co obejrzymy jakiś film, a ja je wybieram, to jest w nim wątek homoseksualny, a to nie moja wina, że nam się wkłada usilnie ten model do głowy i trudno trafić dramat bez takiego wątku), a teraz niektórzy usilnie się starają, żeby do wiary przylgnęła na stałe etykietka fanatyzmu religijnego. Zapomniano się modlić i prosić o mądrość. I w ogóle się zapomniano, bardzo, ale to bardzo się zapomniano. Nie byłoby źle, gdyby ci wszyscy, co to byli gotowi oddać życie (albo mieli nadzieję polec śmiercią „męczeńską”) za ów nieszczęsny krzyż, poszli dziś do Częstochowy. Na przestrzeni tych 300 km, kiedy wszystko człowieka boli i kiedy większości przedmiotów codziennego użytku po prostu nie ma, można wiele rzeczy zrozumieć.

 

 

Wyszukiwanie

Kontakty

Niech żyje wolność słowa!

Nie znaleziono żadnych komentarzy.