Jałowce

2010-06-09 22:18

Tam, gdzie coś rosło, ale zostało wyrwane, nic więcej nie wzeszło. Tam, dokąd chodziło się w określonym, związanym z konkretną osobą celu, ale nie można już więcej, nie chodzi się więcej wcale. Tam, gdzie było coś, ale już nie ma, spoglądam z nostalgią, jakby ciągle było, chociaż definitywnie już nie ma.

Przerwane w młodości przyjaźnie są jak dzieci, które umarły, nim zdążyły dorosnąć (w dorosłości można dorośle odchodzić). Ich zdjęcia wędrują wszędzie z tymi, którzy byli do nich tak przywiązani, w zamkniętych kopertach, w nieotwieranych folderach, we wspomnieniach, których się nie przywołuje, ale o których się marzy, jak by to było, gdyby nie musiały być wspomnieniami, wspaniale...

Czuję się trochę rozwiedziona, trochę owdowiała, trochę osierocona. Niewspółmiernie sama przeżywam dawne współuzależnienia, współzawodnictwa, współwiny, współczucia, współbrzmienia, współautorstwa, współprace, współżycia... Po współbraciach, współrozmówcach pozostało mi współcześnie połowiczne współistnienie z nieobecnymi. Mój życiowy współudział, za który podobno tylko ja jestem odpowiedzialna...

 

 

Wyszukiwanie

Kontakty

Niech żyje wolność słowa!

Nie znaleziono żadnych komentarzy.